Jako, że mój poprzedni post rozpoczynający cykl o dobrych prezentach spotkał się z zupełnie marnym odbiorem, uskrzydlona słabą statystyką przedstawiam dziś pomysł nr 2.
Zamiast rzeczy możemy podarować karnet na warsztaty/zajęcia. Warsztat związany może z jakimś talentem obdarowywanej/ego lub wręcz przeciwnie - z brakiem takiegoż; może być związany z marzeniem spychanym gdzieś w zabieganiu na koniec kolejki priorytetów lub coś, co będzie zupełnym zaskoczeniem.
Moje prywatne doświadczenia z warsztatami są następujące:
Od Pio dostałam kiedyś wejście na warsztat z fotografii podróżniczej. Było bardzo inspirująco! Kilkugodzinne spotkanie prowadziło trzech różnych fotografików, którzy nijak nie łączyli się w całość, a co dodawało tylko temu spotkaniu wartości.
Efekty?
Po pierwsze poniższe zdjęcie z Belgradu, zainspirowane uwagami jednego z prowadzących. Uważni mogą dopatrzeć się nawet profilu Chopina...
![]() | ||||||||||||||
Hostel na barce w Belgradzie |
![]() |
sweetheart |
Po trzecie: zamiłowanie do robienia zdjęć ze słupem wystającym z głowy - mówili, żeby na to uważać, no więc zawsze uważam, żeby coś z tej głowy wystawało...
Inne wspomnienie to prezent urodzinowy dla Pio od jego przyjaciół - prywatne lekcje ze stepowania. Ten taniec był jego niespełnionym właśnie marzeniem, o którym chyba nawet nie miałam pojęcia... Od czego jednak są przyjaciele?! Pamiętam, że ten prezent zaispirował Pio do zapisania się na regularne zajęcia (chodził 2 lata!). I to też było bardzo ciekawe wydarzenie. On, na co dzień twardo stąpający po ziemii wymiatacz w swoim biznesie, pląsający w towarzystwie "koleżanek i kolegów" w przedziale wiekowym gimbus-emeryt.
Na finałowym występie Pio tańczył w pierwszej linii, a po wszystkim na scenę wskoczyła wnuczka z kwiatami dla tańczącej babci. Wśród publiczności ja, przyjaciółka Pio, rodzice i jego babcia. Kosmos, co? A gdyby dostał zegarek nie byłoby takiego kosmosa!
Na finałowym występie Pio tańczył w pierwszej linii, a po wszystkim na scenę wskoczyła wnuczka z kwiatami dla tańczącej babci. Wśród publiczności ja, przyjaciółka Pio, rodzice i jego babcia. Kosmos, co? A gdyby dostał zegarek nie byłoby takiego kosmosa!
Były jeszcze warsztaty kulinarne z legendarnym szefem kuchni i lepienie z gliny w towarzystwie znajomych.
Hmmm, nawet nie zdawałam sobie sprawy, ale te wszystkie wydarzenia uruchamiają we mnie mnóstwo fajnych wspomnień, bo np. lepienie z gliny było bardzo abstrakcyjne. Pisać o tym nie będę, bo telentu mi nie starcza, by przelać to w odpowiedni sposób. Sami zresztą wiecie jak to jest - coś śmiesznego/pięknego/absurdalnego przeżyliście i nijak nie umiecie oddać tego słowami.
Hmmm, nawet nie zdawałam sobie sprawy, ale te wszystkie wydarzenia uruchamiają we mnie mnóstwo fajnych wspomnień, bo np. lepienie z gliny było bardzo abstrakcyjne. Pisać o tym nie będę, bo telentu mi nie starcza, by przelać to w odpowiedni sposób. Sami zresztą wiecie jak to jest - coś śmiesznego/pięknego/absurdalnego przeżyliście i nijak nie umiecie oddać tego słowami.
Rzeczy na pewno nie mają aż takiego uroku. Zachęcam więc zamiast ich gromadzenia do wysłania kogoś (może kogoś i siebie) na wspólne warsztaty!
Moje pomysły są na przykład takie:
![]() |
Zdjęcie ze Smakoterapia.pl, umieszczone za zgodą autorki |
Warsztaty kulinarne z Iwoną - prowadzącą bloga Smakoterapia.
Iwona, będąc mamą synka alergika nauczyła się czarować dla niego niesamowite dania BEZ - bez cukru, nabiału i glutenu. Jeśli dołączymy do tego brak mięsa w przepisach, wychodzi nam kuchni z większymi obostrzeniami niż wegańska. Mimo to, Iwona potrafi w wersji BEZ zrobić brownie a nawet tiramisu. Słodycze wcale nie są jednak jej domeną; robią jednak na mnie największe wrażenie. Iwona, nazywana królową kaszy jaglanej może Was wprowadzić w świat "dobrego" jedzenia, które jest smaczne i proste w wykonaniu. Informacje o warsztatach znajdziecie w tej zakładce.
Iwona, będąc mamą synka alergika nauczyła się czarować dla niego niesamowite dania BEZ - bez cukru, nabiału i glutenu. Jeśli dołączymy do tego brak mięsa w przepisach, wychodzi nam kuchni z większymi obostrzeniami niż wegańska. Mimo to, Iwona potrafi w wersji BEZ zrobić brownie a nawet tiramisu. Słodycze wcale nie są jednak jej domeną; robią jednak na mnie największe wrażenie. Iwona, nazywana królową kaszy jaglanej może Was wprowadzić w świat "dobrego" jedzenia, które jest smaczne i proste w wykonaniu. Informacje o warsztatach znajdziecie w tej zakładce.
Drugi pomysł jest taki sam, tylko że inny...
Mianowicie, warsztaty z Martą, prowadzącą bloga Jadłonomia.com.
Marta gotuje wegetariańsko-wegańsko. Publikuje dla kilku magazynów, nie przynudza i ma piękne zdjęcia. W tym momencie w mojej lodówce stoi "wegański" smalec, pod którego jestem wrażeniem. Wyszedł tak niesamowicie smaczny, że mam ochotę go każdemu podtykać i krzyczeć "nie zgadniesz, że to z fasoli, coooo?".
Marta gotuje wegetariańsko-wegańsko. Publikuje dla kilku magazynów, nie przynudza i ma piękne zdjęcia. W tym momencie w mojej lodówce stoi "wegański" smalec, pod którego jestem wrażeniem. Wyszedł tak niesamowicie smaczny, że mam ochotę go każdemu podtykać i krzyczeć "nie zgadniesz, że to z fasoli, coooo?".
Informacje na temat warsztatów z Martą znajdziecie na stronie głównej jej bloga (prawa strona strony...).
Zdjęcia z Jadłonomia.com, umieszczone za zgodą autorki bloga |
Nie samą kuchnią człowiek żyje. Warszawiakom mogę polecić na przykład ofertę Sztukania.pl, gdzie znajdziecie szeroki wybór zajęć - od ceramiki, przez tworzenie mebli z tektury (to naprawdę super wygląda!) po warsztaty z tworzenia ozdobnych kołnierzyków :-) Albo warsztaty z kosmetyki kuchennej prowadzone przez Zieloną wśród ludzi (to już Poznań).
Oczywiście moje pomysły spaczone są mną. Sami jednak wiecie najlepiej, czym twórczym byście sprawili przyjemność Waszym bliskim. Zerknijcie nawet w ofertę lokalnego domu kultury. Ten w mojej dzielnicy ma na przykład ciekawy plan i w rozsądnej cenie. I wcale nie są to zajęcia z grania na trójkącie.
Myślę, że wręczenie karnetu na zajęcia może się zresztą opłacić, bo za rok pod choinkę możecie dostać ozdobny kołnierzyk w stylu rokoko...
Wow! Dzięki za polecenie:)
OdpowiedzUsuńJa bardzo lubię takie prezenty. Najchętniej przyjmuję karnety na masaż:) A sama często prezentuję bilety na koncerty lub do teatru:)
A nie wystarczyłby - z braku kasy - jeden uśmiech? Taki naprawdę czuły i szczery?:))) Mnie niech ktoś wyśle, bo ostatnio mam gdzieś. A serio - jeśli mam do wyboru cenne prezenty i dobre przeżycia to też wolę to drugie. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńSuper, kasa nie jest konieczna. Jest wiele darmowych super wydarzeń w Warszawie, albo romantyczna wycieczka... chcieć to móc!
OdpowiedzUsuńMarta i Monika - prezenty bez pieniędzy - podejmuję wyzwanie! Będzie tekst i o tym.
UsuńA jeśli chodzi o mnie, to prezenty oczywiście lubię, ale do obchodzenia świąt nie są mi w ogóle potrzebne!
Prezenty bez pieniędzy - czekam w takim razie na notkę, bom oskubana mocno.
UsuńO! Marta - pozdrawiam Cię:). Poszukam super wydarzeń w Lublinie.