poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Poniedziałek - odpady

Dzień drugi eksperymentu poświęcony jest śmieciom. 

Zadaniem było m.in. przenalizowanie naszych odpadów z poprzedniego i dzisiejszego dnia i zastanowienie się, których można uniknąć. A także podzielenie ich wg klucza: rzeczy, których używaliśmy przed wyrzuceniem przynajmniej przez 10 minut oraz krócej niż 10 minut.
"99%, czyli niemal wszystkie produkty oraz surowce, które zbieramy z pól, wydobywamy, produkujemy i transportujemy, staje się odpadami w ciągu 6 miesięcy."
Annie Leonard, The story of Stuff



Organicznych odpadów nie komentuję oczywiście. One nie są największym problemem. Poza tym kiedyś założymy przecież kompostownik... Przed naszym blokiem jest kawał (prywatnej) ziemi, którą możemy użyźnić. 

Problemem są wszelkiego rodzaju opakowania, które wciąż znosimy do domu, pomimo usilnych prób ich ograniczania, o czym pisałam m.in.  w tekście Od kuchni.

Poniżej analiza tego, co wywaliliśmy przez 2 dni i nasze wnioski:

- Opakowanie zbiorcze po pieluszkach jednorazowych oraz 3 zużyte jednorazówki - Na co dzień używamy wielorazowych, ale nocą niestety nie dają rady. Podczas długich wyjść również. Używamy wtedy jednorazówek, których widok w koszu jest zawsze dla mnie wyrzutem sumienia. Przy dwóch pensjach używaliśmy jednorazówek ekologicznych, czyli takich, które rozłożą się zanim Marysia urośnie. Ich cena jest niestety kilka razy droższa niż zwykłych. Teraz mamy chude czasy, więc kupujemy zwykłe, które przeżyją nas, Marysię i pewnie jej wnuki też... Opakowanie zbiorcze zużyjemy jako torbę na śmieci. Chociaż tyle. No i latem na spacery znowu w łaski wrócą wielorazówki, które będzie łatwo zmieniać na powietrzu bez zdejmowania z Małej eM kilku warstw. 
- Smoczek Małej eM - jego czas właśnie minął. Ze smoczka póki co nie potrafimy zrezygnować. 
- Pokrywka od Angeli - dla tych, co nie czytali wczorajszej relacji: Angela to znicz, który Piotrek kupił, aby rozjaśnić nam mroki nocy... Zupełnie nieekologiczny i do tego z pokrywką. Oczywiście to ostatnia Angela w naszym domu, więcej tego typu śmieci nie planujemy. UPDATE: właśnie Pio przeczytał wpis i orzekł, że Angeli nabył trzypak.
- Foliowe opakowania po kaszy jęczmiennej i pęczaku - Na obiad zmieszałam obie, bo akurat miały się ku końcowi. Następnym razem kupię na wagę pod Halą Mirowską, gdzie znalazłam stoisko ze wszelkiego rodzaju ziarnami, bakaliami, kaszami, itd. Wezmę swoje siatki z domu (a mam ich wciąż sporo) i nowych śmieci nie wygeneruję.
- Opakowanie po herbacie miętowej - czyli obok Inki najpopularniejszym napoju tego tygodnia. W perspektywie najlbliższych 7 dni nie do zrealizowania, ale w dłużej możemy miętę uprawiać lub kupić, ususzyć lub zamrozić i zaparzać własną. Aaaaaa, właśnie sobie przypomniałam, że mam nadal sporo zamrożonych liści mięty. Jutro będzie zatem turbo eko napar z własnych zasobów. Oprócz mięty można oczywiście zaplanować suszenie pokrzywy, liści malin czy innych liści i ziół. 
- Plastikowe opakowanie po taśmach klejących - następnym razem trzeba nam poprostu uważniej szukać bez zbędnych opakowań
- Trochę kartek, zapisków, koperta - część użyta dwustronnie, część nie.
- Złamana opaska na włosy - córka wzięła i mi złamała, ale zanim poległa służyła mi kilka lat.

W sumie każdą z rzeczy używaliśmy dłużej niż 10 minut, nie mniej i tak zawsze można jeszcze ograniczyć ich ilość.


A poza śmieciami to nic nowego. Świeczki nadal w użyciu. Oszukiwaliśmy przy kąpieli Małej i włączyliśmy małą lampkę, ale sami rozumiecie, że są jakieś granice naszego szaleństwa :-)

Nie sądzicie, że przy świecach to nawet bałagan w kuchni się dobrze prezentuje? Polecam!


A swoją drogą poranne Słońce witam teraz z nową radością. Świadomość, że przez kilkanaście godzin będzie bardzo widno i o nic nie będę się potykać jest fantastyczna i fajnie było to znowu docenić.






2 komentarze:

  1. Ja tez akurat bralam ze soba dzis do pracy termos z mieta. Moze pod wplywem waszych lektur zakupilam dzis miete w doniczce, wiec tez robie teraz parzona miete (swieza). Niemniej jednak znalazlam troche zapasow roznych herbatek w torebkach. No niezbyt to eko, ale skoro juz mam to musze je tez zuzyc zanim straca waznosc... no a potem kupowac tylko te lecznicze, ktorych sama nie dam rady "wyhodowac"....
    Ja mam o tyle fajnie, ze w Brukseli moje mieszkanie jest na pierwszym pietrze, a przed domem mam latarnie. Swieci tak, ze moge wiele rzeczy w kuchni i salonie robic bez wlaczania swiatla... Nawet nie razi, bo swiatlo jest zoltawe :))
    Spie w pokoju z drugiej strony, wiec latarnia jest bardzo pozyteczna... :))
    Pozdrawiam i trzymam kciuki za ciag dalszy
    Nika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nika, dzięki za komentarz. Picie (odpowiednich) ziół to bardzo zdrowa sprawa. Kawa zakwasza organizm, a herbata też nie jest przecież najzdrowsza. Nie mniej nie wyrzekam się ich na zawsze, ale chcę bardzo ograniczyć.
      A sytuacja z latarnią zaglądającą do kuchni idealna :-) Sprawdza się także księżyc w pełni :-))

      Usuń